Archiwum 09 kwietnia 2007


kwi 09 2007 My boy lollipop...
Komentarze: 0

Ta, bo mi na żołądku leży bezczelność.

Szlag mnie trafia, to jego wyczucie. A raczej jego brak. Wszystkiego- czasu, taktu, chwili- whatever (whoa-ever). Nie no jasne, ze zajebiscie cieszy mnie jego telefon. Ależ ależ. Tylko dlaczego w ten sposób, z tym swoim perlistym uśmiechem, komunikuje mi, że ta cała szczęśliwa przygoda się jeszcze nie skończyła? I dlaczego jak mam umówiony inny telefon?

Bo, ha, przez cały miesiąc będę na jego klona patrzyć. Słuchać tych samych tekstów, tego samego jebniętego brytyjskiego seplenienia z tą samą manierą, że tak powiem. Nie liczę że mnie kolego Krzyś na piwo zaprosi, o nie, jeżeli się w ogóle odezwie, stwierdzi, że chyba mnie może jednak zna, to uznam, że jest całkiem wporządku.

Ale to nie koniec rewelacji. Bo opróz oglądania codzienie tej samej niebieskiej corsy, która stanowiła jedną trzecią mojego domu, doprowadzając mnie do obsesji za każdym razem widząc takie same tu, w kraju, nie przez tydzien, ale przez calusienki miesiąc zgadnij czyja buźke będę oglądała conajmniej 5 razy w tygodniu?

Oho, no właśnie.

I wszyscy wiemy jak będzie. Skompresowane do jakichs dwóch tygodni bolało będzie trzydziesci razy bardziej.

zamieniamy ddd na bbb (british bastards = bollocks)

 

x

 

azbest : :